W zasadzie założeniem bloga było pokazywanie rzeczy średniowiecznych, jakie wykonałam. Doszłam jednak do wniosku, że czasem warto zmienić swoje założenie i dlatego też będę wrzucała wszystko co się da, wszystko co robię ja i co zrobi mój najmilejszy ;)
poniedziałek, 24 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Mam do sprzedania nowe nogawice dzielone - pocz. XVw. ze stopą,
maszyna + ręczne wykończenia. Kolor czerwony z białą podszewką, jak te
na zdjęciu. Cena: 210zł
Nogawice nadają się na osobę o wymiarach:
Dł. nogi od bioder do kostki - 98cm
Obwód uda - 57cm
Obwód kolana - 38cm
Obwód łydki - 39cm
Dł. stopy - 25cm
Obwód bioder - 95cm
Link do aukcji - http://allegro.pl/show_item.php?item=3326888221
Nogawice nadają się na osobę o wymiarach:
Dł. nogi od bioder do kostki - 98cm
Obwód uda - 57cm
Obwód kolana - 38cm
Obwód łydki - 39cm
Dł. stopy - 25cm
Obwód bioder - 95cm
Link do aukcji - http://allegro.pl/show_item.php?item=3326888221
niedziela, 2 czerwca 2013
Nowe buty dla szewca...
No i stało się - powoli obszywam siebie i zaczynam ciuszki dla Korzenia. Moja pierwsza lniana
kieca skończona. Fotkę postaram się niedługo wrzucić. Póki co kończę
powoli przeszywanicę. Wełniana na zewnątrz, podszewka len z wełną. Zapinana na przedzie na cynowe guziczki, różowa!! :D wg tego wzoru:
Jacque też różowy w jodełkę !! :) Wg wzoru poniżej z tym, że nie będzie mi parti i do tego będzie miał rękawy zakończone bombardes wg przedstawień z Chroniques de France ou de St Denis Last (after 1380). Zastanawiam się jeszcze nad tym, czy by czasem nie zrobić przodu bardziej pokręconego, czyli od pasa w dół wiązany, a na klacie zapinany... Muszę pomyśleć. Klata oczywiście jest watowana, więc będzie z niego niezły kogut :D Nie pytajcie, co to za materiały na zdjęciu z igłą... Nieźle się nakombinowałam i przy okazji na klęłam, żeby watowanie wyszło tak jak chciałam ;) Zdjęcia już niedługo :)
piątek, 12 kwietnia 2013
Ciężkie życie rzemieślnika...
Szewc w dziurawych butach chodzi... Niestety u mnie sprawdza się to idealnie. Nie uszyłam nic dla siebie od jakichś hmm... 5 lat :) Podjęłam jednak decyzję, że najwyższy czas coś zmienić. No i stało się, dzisiaj między 1 a 3 w nocy powstała częściowo moja nowa sukienka! Na razie tylko sfastrygowana część wykroju, ale jak na mnie to bardzo dużo ;) Dla Korzenia jakiś rok temu zaczęłam jacquet i do dzisiaj nie skończyłam rękawów, tak samo z przeszywanicą ;)
Wracając do sukienki - mam dylemat, czy zrobić cottehardie, czy może zwykłą wiązaną na bokach, do której będę mogła też doczepić tipety (jak np. w Grandes Chroniques de France). Nie wiem, nie mogę się zdecydować, choć chyba jednak druga opcja będzie lepsza. Nie należę raczej do tych, co lubą się lansować i nie kręcą mnie jedwabie, dlatego chyba jednak zostanę przy skromnej wierzchniej. A że znalazłam śliczne materiały, brązowo-szara wełna i do tego lniana podszewka w pasy myślę, że nie ma co kombinować z dodatkowymi ozdobami jak np. guziki. Len, którego użyję niestety ma wadę - przy dekatyzacji porobiły się plamy dlatego użyję go na podszewkę właśnie. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i miałam z niego uszyć lnianą spodnią, jednak w tej sytuacji nie mam wyjścia. Myślę jednak, że podszewka z lekkimi przebarwieniami nie będzie tragiczna ;) Czeka mnie sporo ręcznego dziabania i już nie mogę się doczekać aż ją skończę. Mam tez naszykowany kremowy len również w pasy, którego użyje na spodnią - wtedy jasne rękawki będą wystawały spod brązowej wełenki, ale to jeszcze nie teraz. No nic, trzymajcie za mnie kciuki - oby do sezonu udało się wszystko zrealizować ;)
Skończona!! --> sukieniunia gotowa :)
Wracając do sukienki - mam dylemat, czy zrobić cottehardie, czy może zwykłą wiązaną na bokach, do której będę mogła też doczepić tipety (jak np. w Grandes Chroniques de France). Nie wiem, nie mogę się zdecydować, choć chyba jednak druga opcja będzie lepsza. Nie należę raczej do tych, co lubą się lansować i nie kręcą mnie jedwabie, dlatego chyba jednak zostanę przy skromnej wierzchniej. A że znalazłam śliczne materiały, brązowo-szara wełna i do tego lniana podszewka w pasy myślę, że nie ma co kombinować z dodatkowymi ozdobami jak np. guziki. Len, którego użyję niestety ma wadę - przy dekatyzacji porobiły się plamy dlatego użyję go na podszewkę właśnie. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia i miałam z niego uszyć lnianą spodnią, jednak w tej sytuacji nie mam wyjścia. Myślę jednak, że podszewka z lekkimi przebarwieniami nie będzie tragiczna ;) Czeka mnie sporo ręcznego dziabania i już nie mogę się doczekać aż ją skończę. Mam tez naszykowany kremowy len również w pasy, którego użyje na spodnią - wtedy jasne rękawki będą wystawały spod brązowej wełenki, ale to jeszcze nie teraz. No nic, trzymajcie za mnie kciuki - oby do sezonu udało się wszystko zrealizować ;)
Skończona!! --> sukieniunia gotowa :)
niedziela, 7 kwietnia 2013
Od dłuższego już czasu marzyło mi się, żeby ktoś zamówił taki kapturek. Sama jestem przeciwna używania futra, dlatego sobie pewnie takiego nie uszyję, ale klient nasz pan, więc nie odmawiam. Nie piszę "nigdy" bo ludzie się zmieniają i kiedyś mogę zdanie zmienić - czasem tak bywa.
Dlaczego marzyło mi się żeby go uszyć? Otóż futro to dosyć ciężki "materiał" i zawsze zastanawiałam się jak go użyć, wyciąć, zszyć, żeby dobrze się ułożyło akurat na kapturze, który wg mnie powinien ładnie się prezentować, bo jest częścią ubioru wyjątkowo rzucającą się w oczy. Króliki mają bardzo miękką skórę, więc wyszło lepiej niż myślałam. Nie jest to dla mnie przyjemna praca, bo kocham zwierzęta, ale wiem, że moje podejście i tak niczego nie zmieni, dlatego nie sprzeciwiam się, gdy ktoś sam przesyła mi futro, które gdzieś tam zakupił. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Wiem jednak, że to moja praca i czasem muszę godzić się na robienie rzeczy, których sama nie popieram. Taki już los miłośnika zwierząt. W każdym razie, kapturek wyszedł tak:
Dlaczego marzyło mi się żeby go uszyć? Otóż futro to dosyć ciężki "materiał" i zawsze zastanawiałam się jak go użyć, wyciąć, zszyć, żeby dobrze się ułożyło akurat na kapturze, który wg mnie powinien ładnie się prezentować, bo jest częścią ubioru wyjątkowo rzucającą się w oczy. Króliki mają bardzo miękką skórę, więc wyszło lepiej niż myślałam. Nie jest to dla mnie przyjemna praca, bo kocham zwierzęta, ale wiem, że moje podejście i tak niczego nie zmieni, dlatego nie sprzeciwiam się, gdy ktoś sam przesyła mi futro, które gdzieś tam zakupił. Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Wiem jednak, że to moja praca i czasem muszę godzić się na robienie rzeczy, których sama nie popieram. Taki już los miłośnika zwierząt. W każdym razie, kapturek wyszedł tak:
czwartek, 14 marca 2013
Żupan XVII wiek
No i stało się. Dostałam zamówienie na mój pierwszy XVII - wieczny ciuszek. Bardziej marzył mi się wypasiony jedwabny z pięknymi wykończeniami, ale co tam. Na początek dobre i to ;) Skończyłam właśnie swój pierwszy żupan, odwzorowany na podstawie eksponatu muzealnego z Krakowa. Szyło mi się go niewiarygodnie dobrze. Krój przyjemny, rękaw lekko workowaty z charakterystycznym wykończeniem przy dłoni. Na życzenie klienta wykonany z szarej wełny ( w źródłach o wełnianych żupanach w takich dokładnie odcieniach można wiele poczytać) z czerwoną podszewką. Nie miał być to strój dla bogacza, dlatego wełenka i np. pętelki wszyte standardowo, a nie z dodatkowymi wykończeniami.
Generalnie stwierdzam, że już dawno nic tak przyjemnie mi się nie szyło :)
Efekty:
Subskrybuj:
Posty (Atom)






